niedziela, 18 sierpnia 2013

Liebster Awards

Na początku chciałam napisać, że kolejny imagin już wkrótce, niestety nie udało mi się skończyć pisać zanim wybyłam na kilka dni z domu, ale już jestem, więc mam nadzieję, że jutro uda mi się dokończyć :)
Poza tym, dziękuję za, już teraz ponad 1250 wyświetleń! :)

A teraz.. W ostatnim czasie zostałam aż 3 razy nominowana do Liebster Awards. Naprawdę bardzo mi miło! Dziękuję Wam bardzo! ;*

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ''dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Ogromnie dziękuję wszystkim trzem blogom za nominacje! (i od razu odpowiadam na pytania:)) Kolejno:

http://crazy-life-with-one-d.blogspot.com  :*

1. Lubisz pisać swoje opowiadanie?
 Tak :) Wprawdzie to nie tyle opowiadanie, co imaginy (ostatnio zastanawiam się też nad rozpoczęciem opowiadania..), ale sprawia mi to dość dużą frajdę.
2. Wolisz czytać książki, czy fan fiction? Dlaczego?
Uwielbiam i jedno i drugie! Zawsze lubiłam czytać książki, a ff ostatnio coraz więcej i coraz lepszych i naprawdę świetnie się je czyta, poza tym, nie ukrywajmy, najczęściej czytamy te gdzie bohaterami są różni nasi ulubieńcy z zespołów itd., a to jest dodatkowym plusem;);) I dziewczyny (chyba nie czytałam jeszcze niczego pisanego przez chłopaka) mają naprawdę często ogromny talent do pisania!
3. Jakie jest twoje największe marzenie?
Wiele moich marzeń łączy się z koncertami ulubionych zespołów/artystów, jedno z największych ma możliwość spełnienia się niedługo, nie chcę więc zapeszać pisząc o tym;)
4. Czy twój idol obserwuje Cię na Twitter'ze? (Oczywiście, jeżeli masz Twitter'a)
Większość niestety nie, ale obserwuje mnie Kieran Lemon:):)
5. Jesteś od czegoś uzależniona? Jeżeli tak, to od czego.
Zdecydowanie od muzyki i koncertów!
6. Jak mijają Ci wakacje?
Nie do końca mogę to nazwać wakacjami:P Pracowicie;)
7. Ile masz lat?
18 już jakiś czas skończone:P
8. Co skłoniło Cię do pisania bloga?
Zawsze lubiłam pisać, poza tym, dużo się w mojej głowie dzieje;) Przyznaję, że kiedy piszę, wywołuje to u mnie często uśmiech i zawsze mam nadzieję, ze może u kogoś jeszcze, kto jakimś cudem trafi na tego bloga i to przeczyta, również ten uśmiech się pojawi :)
9. Ulubiony artysta/zespół?
Jest ich naprawdę wiele! Simple Plan, John Mayer, Emblem3, Michael Buble, ROOM 94, James Morrison to tylko mała część tego co uwielbiam! Ale nie chcę się za bardzo rozpisywać;)
10. Wybierasz się na This Is Us?
 Szczerze mówiąc, nie wiem. Jakoś szczególnie tego nie planowałam, ale w sumie może się to jeszcze zmieni:D
11. Masz hobby? Jeśli tak, to jakie.
Czytanie, pisanie, rysowanie! Koncerty!


1. Jak masz na imię ?
Część osób może to zdziwić, ale - Daria
2. Ile masz lat ?
Patrz gdzieś tam wyżej:P
3. Czy piszesz jeszcze jakiś blog ?
 Nie, ale zastanawiam się nad stworzeniem jeszcze jednego, tym razem z opowiadaniem (prolog mam już zapisany na komputerze:P)
4. Ulubiony zespół / wokalista ?
Również patrz wyżej;) 
5. Za co ich / go / ją kochasz ? :D
Za to, że tak wiele dla mnie robią! Pomagają kiedy jest źle, sprawiają, ze jest jeszcze lepiej kiedy jest dobrze, często poprawiają humor, są zawsze kiedy ich potrzebuję, dają cholernie dużo szczęścia i radości, kiedy mam możliwość wybrać się na koncert:)
6. Twój ulubiony cover ?
Ojejku, szczerze mówiąc, trudno wymienić mi jakiś konkretny ulubiony cover, ale ostatnio lubię bardzo słuchać Jamesa Arthura i jego wykonanie Impossible, a poza tym, tego Pana: Janick - zdolny gówniarz! ;D
7. Ulubiona piosenka ?
Zależy od dnia i humoru ;) A że moje imaginy głównie o R94 (no dobra, na razie tylko o nich), to może napiszę tylko, że ostatnio nałogowo słucham The Morning After i kocham Puzzle Piece :) (kto by pomyślał po mojej nazwie tu;))
8. Lubisz Room 94 ?
Kocham!:D
9. Co sądzisz o The Vamps ?
Szczerze mówiąc, nie znam, ale może się niedługo zapoznam:D
10. Masz konto na tt ?
Tak
11. Ile osób obserwuje cię na tt ? ( o ile go masz ) :)
W sumie niewiele, 61 chyba

http://1d-in-my-imagination.blogspot.com :* (część pytań się powtarza, więc odsyłam po prostu do tego co już napisałam gdzieś tam wyżej:))

1. Jak masz na imię?
Patrz wyżej;)
2. Ulubiona piosenka?
To samo:P

3. W jakim województwie mieszkasz?
WLKP
4. Masz konto na Twitterze?
Tak
5. Masz w domu jakieś zwierzę?
Tak - psiaki:D
6. Jakie jest twoje największe marzenie?
Znów wyżej;)
7. Lubisz czytać książki?
Uwielbiam!
8. Twoje ulubione jedzenie?
Bezmięsne:P

9. Wymienisz swoich idoli?
Również już pisałam, chociaż to naprawdę tylko mała część! 

A poza tym, moim nie muzycznym idolem największym piłkarskim jest Philipp Lahm :)
10. Od jak dawna interesujesz się pisaniem?
Hmm, jakieś 5 lat? tzn. kiedyś próbowałam pisać już opowiadania, żadnego nie skończyłam (...) później na długi czas przerwałam i teraz znów do tego wróciłam.
11. Najlepszy prezent jaki kiedykolwiej dostałeś/łaś?
Te z pozoru niewielkie, które dla innych prawdopodobnie nie miałyby znaczenia, a mnie prawie doprowadziły do płaczu:) Ostatnio dostałam wyjątkowy dla mnie kubeczek, ze specjalnym nadrukiem:)

Jeszcze raz dziękuję baaaardzo Wam wszystkim za nominacje! xxx
I teraz moje nominacje: 

I pytania do Was:
1. Czy piszesz jeszcze jakieś opowiadanie oprócz tego? (jeśli tak, proszę o adres)
2. Na jakich koncertach miałaś okazję być?
3. Ulubione zespoły/artyści?
4. Czytasz dużo książek w ciągu roku?
5. Na czyim koncercie chciałabyś być najbardziej na świecie?
6. Czy znasz zespół Emblem3 i jeśli tak, co o nich sądzisz?
7. Twoje marzenie?
8. Od czego jesteś uzależniona, jeśli w ogóle od czegoś jesteś?
9. Jak ważni są dla Ciebie Twoi idole, co dla Ciebie zrobili, co im zawdzięczasz?
10. Jakie jest Twoje hobby?
11. Czy mam zacząć dodatkowo pisać opowiadanie?:P:P


Już wkrótce kolejny imagin i już teraz serdecznie zapraszam Was do czytania!:D
xxx



sobota, 10 sierpnia 2013

04. Kit

W końcu jest kolejny imagin! Z góry przepraszam, bo jakoś w mojej głowie brzmiało to chyba wszystko nieco lepiej..
W każdym razie, imagin z dedykacją dla Weroniki! Autorki tego oto bloga: http://likeanavenger.blogspot.com/ Według mnie mega zdolniacha! Zapraszam Was więc do czytania jej opowiadania! :)

Poza tym, naprawdę liczę na Wasze komentarze, które z pewnością zmotywują mnie do nieco szybszego dodania kolejnych moich wypocin ;)
A jeśli ktoś chce żebym dawała mu znać o kolejnych imaginach, zapraszam do zakładki "Powiadomienia" :)

A teraz, już nie przedłużając...
Miłego czytania!
xx

--------------------------------------------------------------------------------------------------


3 godziny w autobusie minęły całkiem szybko. W sumie nie ma się co dziwić, skoro połowę drogi przespałam. Pobudka o 6:00 poprzedzona znikomą ilością snu w nocy zrobiła swoje. Ledwo wyruszyliśmy, rozplątałam słuchawki, co jak zwykle zajęło mi dłuższą chwilę, włączyłam muzykę i odpłynęłam. Na wszelki wypadek ustawiłam sobie jeszcze budzik w telefonie. Na całe szczęście, inaczej prawdopodobnie ominęłabym swój przystanek. Budzik zadzwonił kilka minut przed postojem autobusu, zdążyłam więc nieco dojść do siebie i po chwili powlokłam się powoli za dość dużą grupą ludzi na zewnątrz. Ponoć z dworca miałam od razu zauważyć miejsce do którego zmierzałam. Wielka hala w której miał się odbyć koncert. No cóż, nie widziałam nic oprócz budynku dworca, kilku jeszcze autobusów i masy ludzi. Rozejrzałam się raz jeszcze i postanowiłam  podążyć za dziewczynami, które, byłam tego pewna, wybierały się dokładnie tam gdzie ja. Ich ubiór, a dokładniej zespołowe koszulki, mówiły wszystko. Wyglądało wprawdzie na to, że żadna z nas nie jest pewna czy dobrze idziemy, jednak po przejściu kilkunastu metrów nasze wątpliwości zostały rozwiane, gdyż naszym oczom ukazała się hala. Byłam coraz bardziej podekscytowana. Bilet na ten koncert kupiłam już pół roku wcześniej! Na miejsce dotarłam około godziny 11:00, mimo, że całość miała rozpocząć się o 19:00, a do środka mieli zacząć nas wpuszczać godzinę wcześniej. Co oznaczało jakieś 7 godzin oczekiwania na moment wejścia. Pierwszy raz, a muszę przyznać, że bywałam już na bardzo wielu koncertach, zjawiłam się na miejscu aż tak wcześnie! Okazało się, że było już tam sporo ludzi. Wszyscy stali lub siedzieli w kulturalnej kolejce. Bez przepychanek, spokojnie, w miłej, można powiedzieć rodzinnej atmosferze. Stanęłam za ostatnią osobą, a już po chwili dołączyli do nas kolejni wielbiciele zespołu na który wszyscy tak bardzo czekali. Czas szybko leciał, wypełniany rozmowami z „sąsiadami”, śmiechem, śpiewem, żartami. Słońce ogrzewało nas swoimi wyjątkowo ciepłymi promieniami. W sumie można powiedzieć, że powoli zaczynaliśmy się topić, jednak znosiliśmy to, wiedząc, że już niedługo spełni się nasze marzenie.  W końcu coraz bardziej nerwowo zaczęłam spoglądać na zegarek. Za każdym razem okazywało się, że wcale nie minęło upragnione pół godziny lecz góra 3 minuty. Jednak z każdą tą minutą byłam coraz bardziej podekscytowana. W końcu zapanowało jakieś większe poruszenie. Tak! Zaczęto sprawdzać bilety i wpuszczać ludzi do środka. Wprawdzie z kulturalnej kolejki staliśmy się nagle wszyscy jakąś jedną wielką masą i trzeba było bardzo uważać żeby trafić stopą w stopień i przenieść za nią resztę ciała, a nie sturlać się na dół, co nie było wcale takie łatwe. Okey, może jeszcze trudniej byłoby się sturlać na dół w tym tłumie, ale z pewnością, można by być rozdeptanym. Na szczęście cała i zdrowa dotarłam w końcu na górę, gdzie musiałam przejść przez prowizoryczną bramkę i dać się obmacać jakiejś młodej, średniego wzrostu blondynce czy oby nie mam jakiegoś noża albo po prostu wafelka czy butelki z piciem… Na szczęście szło to całkiem sprawnie i już po chwili sterczałam przed stolikiem, gdzie dwóch Panów po sprawdzeniu mojego biletu i pobazgraniu go czarnym markerem, zapięło na moim przegubie coś w stylu opaski, która mówiła, że moje miejsce jest na płycie. Tak, niestety nie miałam biletu na Golden Circle, miałam być nieco bardziej oddalona od zespołu. No cóż, nie można mieć wszystkiego, najważniejsze było, że byłam tu! Minuty dzieliły mnie od koncertu! Chwilę później, po ostatnim już sprawdzeniu biletu, którym w tym momencie była już tylko opaska na moim nadgarstku, wkroczyłam na płytę i dotarłam jak najbliżej barierek się dało. Niestety nie mogłam się do nich przykleić, bo część osób zdążyła mnie już uprzedzić. Stanęłam za nimi. Obróciłam się wokół własnej osi. Hala była naprawdę duża! I wszyscy ci ludzie, którzy wciąż wchodzili i wchodzili kochali ten sam zespół. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie, obdarzając tym uśmiechem przy okazji wszystkich dookoła. Często kiedy idziesz ulicą i tak po prostu uśmiechniesz się do kogoś, spotykasz się z tym że patrzą na Ciebie jak na głupka. Tu było inaczej. Usta każdego rozszerzone były w uśmiechu. Byliśmy trochę jak jedna rodzina. Naprawdę duża rodzina! I bardzo zróżnicowana. Ale to nie miało znaczenia.
Na płycie robiło się coraz ciaśniej. A tym samym było coraz bliżej godziny 19:00. W końcu się zaczęło! Najpierw support, którego występ mógłby trwać i trwać! Byłam fanką nie tylko gwiazdy dzisiejszego wieczoru, ale także poprzedzającego ich zespołu All Time Low. Chłopcy dali czadu! Tłum szalał, skakał, bawił się. Było idealnie! Po mniej więcej 30 minutach zespół zszedł ze sceny, na której zaczęto ogarniać wszystko przed głównym występem. Już po chwili zaczęło się istne szaleństwo! To naprawdę oni! Zaczęli! Grają! O mamusiu! Cześć Green Day! Jeżeli to możliwe, mój uśmiech stał się jeszcze szerszy.  Śpiewaj, skacz, tak! Cholera, koleżanko, musiałaś aż tak bardzo urosnąć?! Nic nie widzę. Ty też, niby taki dzieciak, a co najmniej pół głowy wyższy ode mnie! W mojej głowie padło co najmniej kilka przekleństw skierowanych w stronę ludzi stojących przede mną. Trudno, pogodziłam się z tym, że niewiele będę widzieć. Ale.. Jejku, dziewczyno, weź zwiąż te włosy, bo zaraz ci je zupełnie przypadkowo powyrywam!
Było gorąco! Już po chwili wszyscy byliśmy totalnie mokrzy, jakby spadł na nas całkiem pokaźny deszcz. Spoceni. Ubrania kleiły się do ciał. Rozpuszczone włosy dziewczyn kleiły się do rąk. Ręka która dotknęła rękę sąsiada momentalnie ześlizgiwała się niżej. Mokro! Włosy lepiły się do czoła, pot spływał po twarzy, po rękach, po nogach. Tłum ludzi. Jak jedna masa. Krok w tył, krok w przód? Nie kiedy sama tego chcesz. Poruszasz się razem z tłumem. W pewnym momencie zobaczyłam obok siebie chłopaka. No tak, w sumie widziałam wokół siebie wielu chłopaków i równie dużo dziewczyn. Jednak to na NIEGO zwróciłam szczególną uwagę. Mój wzrok sam powracał w jego stronę. Wysoki. Ciemne włosy. Całkiem dobrze zbudowany. Ubrany w białą koszulkę bez rękawów, dzięki czemu mogłam podziwiać jego muskularne ramiona. Ciemne, chyba czarne spodenki mniej więcej do kolan. Na nogach trampki. I ten wzrok. Ten uśmiech. Cudowny uśmiech. Miałam wrażenie, że przeznaczony specjalnie dla mnie. Po chwili musiałam odwrócić wzrok od chłopaka, gdyż zostałam  dosłownie wciśnięta w ludzi przede mną. Pogo! Chyba tu zaraz umrę! Powietrza! Czułam wbijające się we mnie łokcie. Musiałam zaprzeć się z całych sił, o, no cóż, plecy kogoś przede mną, gniotąc go przy okazji tak jak ktoś gniótł mnie i z pełną mocą odepchnąć się do tyłu, żeby trochę zmniejszyć to napięcie, żeby na chwilę móc złapać oddech. Było naprawdę ciężko! To była walka! Na szczęście nie miałam w zwyczaju mdleć, co niestety przytrafiło się niejednej dziewczynie.
Jednak w tym tłumie, w tych napierających na siebie, mokrych, spoconych ciałach było coś pięknego. Naprawdę. Czułam się szczęśliwa. Już po chwili wiedziałam jak reagować. Kiedy zaprzeć się nogami, kiedy po prostu dać się ponieść popchnięta przez tłum, kiedy mocno się od kogoś odepchnąć, kiedy skakać wysoko, bo nawet gdybym chciała, nie dałabym rady trzymać się stopami podłożą. Chociaż wciąż brakowało powietrza, było strasznie gorąco, ponieważ w hali nie było żadnej klimatyzacji, było mi dobrze. Tylko mój ulubiony sąsiad gdzieś zniknął. Zaczęłam szukać go wzrokiem, aż natrafiłam na wpatrujące się we mnie oczy. Właśnie te oczy. Do których dochodził uśmiech. Uśmiechnęłam się również, chociaż teraz dzieliła nas większa odległość. Tłum sprawiał, że nikt nie miał „swojego” miejsca. No może ci, którzy zdołali przykleić się do barierek. Wszyscy inni byli niesieni w każdą możliwą stronę. Oddalaliśmy się od siebie i przybliżaliśmy się. Próbując dostrzec coś na scenie, poczułam nagle czyjąś dłoń na swojej. Była to dosłownie krótka chwila. Tak naprawdę zupełnie przypadkowy dotyk. Chwilowe splecenie dłoni, połączenie palców, muśnięcie. Spojrzałam na swoją dłoń, w chwili kiedy ta druga się ode mnie oderwała. Podniosłam wzrok nieco wyżej. Uśmiech. Śmiejące się również oczy. Intensywne spojrzenie, po to, aby po chwili znów został porwany dalej w tłum, wkręcony w pogo. Obserwowałam go chwilę. Był taki..szczęśliwy. W tym momencie obijający się o innych ludzi. Znów spojrzał na mnie i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wiedziałam, że za chwilę, dłuższą lub krótszą, ponownie znajdzie się obok. Zdawałam sobie sprawę z tego, że on również bardzo dobrze o tym wie. Coś nas do siebie przyciągało. Bawiłam się, skakałam, śpiewałam. Nie byłam w stanie tak zupełnie kontrolować swoich ruchów. Moja spocona noga nagle zupełnie przypadkiem otarła się o JEGO mokrą nogę. I znów zniknął. A może to ja zniknęłam.
Koncert trwał już jakieś 1,5h. Zespół dawał z siebie wszystko. Ludzie znajdujący się na hali dawali z siebie wszystko! Było cudownie. Jednak coraz bliżej końca.
Na dłuższą chwilę straciłam zupełnie z oczu mojego przystojniaka. Po to tylko aby po jakimś czasie kolejnym niekontrolowanym i nieplanowanym ruchem musnąć dłonią jego policzek. Poczuć pod palcami minimalny zarost. Zabawne, że za każdym razem trafiałam właśnie na niego. Albo to on trafiał na mnie. I za każdym razem ktoś odpychał go ode mnie, odciągał głębiej w tłum.
Koncert powoli się kończył. Już tylko bisy. Chciałam te ostatnie minuty przeżyć całą sobą. Chociaż byłam już prawie bez sił. Miałam zupełnie sucho w ustach. Potrzebowałam czegoś do picia. Teraz. Myślałam, że nie dam rady ustać na nogach. Chciałam usiąść. Wpatrywałam się w podłogę, bałam się jednak, że jeśli to zrobię, zostanę zdeptana na własne życzenie. W tym momencie naprawdę chciałam żeby był to już koniec koncertu. Nie chciałam wycofywać się wcześniej. MUSIAŁAM być tu do samego końca. Panowie, kocham Was, ale już nie wytrzymam! Ostatnia piosenka. Naprawdę ostatnia?! We wszystkich jakby wstąpiły nowe pokłady energii. Tłum wspaniale pożegnał zespół. Pokazał jak dobrze potrafi się bawić. Jak dużo znaczył dla nas ten koncert. To że tu przyjechali. Zagrali dla nas. I byli tak cholernie wspaniali! I nagle.. koniec. Zupełny koniec. Włączono światła. Ludzie zaczęli kierować się w stronę wyjścia. Rozejrzałam się wokół siebie. Tego, w poszukiwaniu którego mój wzrok krążył po hali nie było widać. Tłum ludzi, ale jego brak. Posmutniałam. W końcu, powłócząc nogami, powlokłam się za innymi w stronę wyjścia. O nie! Najpierw coś do picia! Koniecznie! Bo inaczej chyba padnę, tu, teraz, zaraz, w tej hali. Kiedy dotarłam do lady za którą młode dziewczyny sprzedawały Colę, jakaś gówniara sprzątnęła mi ostatnią butelkę sprzed nosa. Cholera! Nic, idź dalej, muszą mieć tu coś zimnego do picia! Ruszyłam przed siebie w kierunku kolejnego ‘sklepiku’. Byłam coraz bliżej, więc mogłam wzrokiem omieść znajdującą się tam lodówkę. Tak, jest Cola! I tylko 2 czy 3 osoby w kolejce. Jeśli nie wezmą po 5 butelek każda, wystarczy też dla mnie! Poczułam się uratowana. Uśmiechając się sama do siebie jak jakiś głupek, nagle zatrzymałam się gwałtownie. Coś kazało mi spojrzeć w lewo, a tam, jakieś 3 metry przed sobą zobaczyłam TEN uśmiech, TE oczy i TEGO chłopaka. Opierał się rozluźniony o białą ścianę. Na jego twarzy gościł leniwy uśmieszek. W końcu odepchnął się nieco od ściany i ruszył w moim kierunku.
-Cześć. Dasz się zaprosić na coś do picia? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem i iskierkami w oczach, wyciągając w moją stronę rękę z życiodajną butelką zimnej Coli w dłoni.
Uśmiechnęłam się niewinnie, mówiąc – Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi.
Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
-Jestem Kit. – przełożył butelkę z Colą do drugiej ręki, w której trzymał już jedną, przeznaczoną dla siebie. – Chodź – złapał mnie za rękę i spoglądając w moje oczy skierował się w kierunku wyjścia. Odwzajemniłam spojrzenie i mocniej ściskając jego dłoń ruszyłam razem z nim przez drzwi, wychodząc w ciepłą, oświetlającą niebo licznymi gwiazdami noc.




poniedziałek, 29 lipca 2013

03. Pamela

Po pierwsze, przepraszam tych, którzy czekali, że się nie doczekali niczego w zeszłym tygodniu, ale to były takie dni, że nie wiedziałam jak się nazywam. Tak, że nawet blog wciąż wygląda jak wygląda:P
Dziś w końcu nowy imagin, trochę dłuższy niż poprzednie;) Początkowo miał być teraz o Kieranie, jednak... no cóż, przeczytajcie;) Imagin specjalnie z dedykacją dla Pameli! xx
Poza tym, jeśli ktoś z Was chciałby otrzymywać powiadomienia o nowościach, zapraszam do zakładki "Powiadomienia".
I naprawdę miło mi będzie jeśli zostawicie po sobie jakieś komentarze! Będzie mnie to na pewno motywować do dalszego pisania!:)
Dzięki i miłego czytania!
xx

___________________________________________________________




Było już dobrze po pierwszej w nocy kiedy w końcu udało mi się dotrzeć do hostelu. Byłam totalnie padnięta! Marzyłam tylko o tym, żeby walnąć się w końcu na tym średnio wygodnym, pozostawiającym wiele do życzenia łóżku i zasnąć. Zameldowałam się w tym (wyglądającym na całkiem przyjemne) miejscu już przed południem, więc przynajmniej nie miałam problemu z odnalezieniem drogi do pokoju, mimo, że wcześniej spędziłam w nim może z 5 minut rzucając torbę na łóżko i przebierając się.
Teraz nogi same mnie prowadziły. Oprócz dziwnie wypoczętej, oglądającej jakiś amerykański serial dziewczyny w recepcji, portierni, zwał jak zwał, nie było widać prawie żadnej żywej duszy. Prawie, bo człapiąc po schodach zakodowałam, że mniej więcej piętro niżej, ktoś również wspina się powoli do góry. Poza tym nic. Pusto, cicho i ciemno. No dobra, wcale nie było tak ciemno. Na schodach włączone było światło. Inaczej pewnie zabiłabym się jeszcze przed dotarciem do pierwszego piętra, a co dopiero na piąte. W końcu, lekko zziajana dotarłam do odpowiednich drzwi. Uhh, serio powinnam zacząć biegać czy coś, jak można się tak zmęczyć po przejściu zaledwie pięciu pięter? Zamknęłam za sobą drzwi, włączyłam światło i szybko rozejrzałam się po pokoju. Wprawdzie każde łóżko miało zasłonkę, mimo tego dostrzegłam, że wszyscy moi dzisiejsi współlokatorzy już śpią. Starałam się zachowywać jak najciszej i miałam nadzieję, że nikogo nie obudzi światło. No ale cóż, może się tak zdarzyć kiedy decydujesz się na łóżko w pokoju 8-osobowym z zupełnie obcymi ci ludźmi, gdzie każdy wraca o innej porze. Tak jest taniej. A najważniejsze żeby chociaż na kilka godzin zapaść w sen. Usiadłam ciężko na łóżku chcąc zdjąć buty i tak jak jestem walnąć się na nie (łóżko, nie buty) i zasnąć. Nie miałam już na nic siły. Coś jednak nagle kazało mi podnieść głowę. Ktoś otworzył drzwi od mojego (i siedmiu innych osób) tymczasowego pokoju. Eee? Prawie druga w nocy? Odrobinę się przestraszyłam. Do pokoju wszedł chłopak z torbą na plecach. Musiałam zresztą przyznać, że bardzo przystojny chłopak. (Mimo, że tym nagłym wtargnięciem lekko mnie zestresował i aż podskoczyłam na łóżku.) Tak na moje oko miał około 190 cm wzrostu, ubrany w dżinsy i biały t-shirt, dzięki któremu dało się zauważyć, że jest całkiem dobrze zbudowany. Ciemno blond włosy z grzywką niesfornie opadającą lekko na oczy. Takie włosy, które chętnie byś zmierzwiła, gdybyś tylko mogła. Ookey, calm down! Chłopak wyglądał na równie zdezorientowanego jak ja. W końcu po chwili wszedł jednak dalej i zamknął za sobą drzwi. Zbliżył się nieco do mnie i w końcu się odezwał.
-Eee, cześć.. To jest pokój numer dwa?
-Cześć. Eee, no tak…
-I Ty masz łóżko numer sześć?
-Noo.. tak – powtórzyłam czując się nieco głupio, jakbym nie miała większego zasobu słownictwa.
-Hmm, dziwne, bo ja też.
-Co?! – wyrwało mi się nieco głośniej  niż powinno, na szczęście chyba nikt się nie zbudził.  Obydwoje wyciągnęliśmy karteczki, jakie dostaliśmy na dole łącznie z kluczem. Rzeczywiście. Ręcznie wypisane widniało na obu: pokój nr 2, łóżko nr 6. No niee, proszę Was, to chyba jakiś żart?
-Ktoś tu się chyba dość konkretnie pomylił. I co teraz? – przystojniak wpatrywał się we mnie intensywnie swoimi brązowymi oczyma.
-Może zejdźmy na dół i spróbujmy to jakoś wyjaśnić? – próbowałam zachować trzeźwość umysłu, chociaż nie było to takie łatwe, głównie ze względu na to cholerne zmęczenie i, nie zaprzeczę, to jego świdrujące spojrzenie. Chłopak jęknął. Na moje pytające spojrzenie dodał tylko:
-5 pięter – również jęknęłam, jednak zwlokłam się z łóżka i ruszyłam w kierunku drzwi. Blondyn podążył za mną. Już miał zamknąć drzwi, kiedy przypomniałam i sobie i jemu
-Klucze.
-Oh, no tak. Przepraszam. Jestem już po prostu cholernie zmęczony.
-To witaj w klubie –mruknęłam.
W ciszy powlekliśmy się powoli na dół. Dziewczyna wciąż wgapiała się w ekran laptopa.
-No! Czas przerwać oglądanie House’a. – zwrócił się do siebie lub do mnie mój towarzysz. W sumie ciężko stwierdzić, mimo tego dodałam coś od siebie.
-O, wiedziałam, że znam te głosy! Dr House, no jasne!
Podeszliśmy bliżej, robiąc niewielki hałas, żeby zwrócić na siebie uwagę.
-Dzień dobry wieczór – zaczął blondyn - Chyba mamy mały problem. Wygląda na to, że obydwojgu nam przydzielono to samo łóżko w tym samym pokoju. Pokój numer dwa. Ośmioosobowy. Siedem osób już smacznie śpi. My również chcielibyśmy się w końcu położyć, tymczasem kiedy wszedłem do pokoju, okazało się, że ta Pani – wskazał lekkim skinięciem głowy w moją stronę – również dostała to samo łóżko. – Dziewczyna spojrzała na nas, jakby nie rozumiała co się do niej mówi. Włączyłam się więc do rozmowy:
-Osiem łóżek, dziewięć osób. Ośmioosobowy pokój, dziewięć osób. Chyba coś nie tak? Drugim łóżkiem numer sześć jest może podłoga czy coś i zapomniano nas o tym poinformować? Ooh, przepraszam, przejście pomiędzy łóżkami jest tak wąskie, że nawet dziecko by się nie zmieściło.
-A..ależ oczywiście że nie – dziewczyna w końcu jakby się otrząsnęła i dotarło do niej to co właśnie powiedzieliśmy. Zarumieniła się – Przepraszam Państwa bardzo, rzeczywiście musiała zajść  jakaś pomyłka. Przepraszam.
-Super, ale my wolelibyśmy jednak dwa łóżka niż Pani przeprosiny – obydwoje spojrzeliśmy na nią znacząco.
-Tak, tak, oczywiście, już zaraz… - zaczęła coś nerwowo klikać w komputerze – zaraz patrzę… Cholera.. – zaczerwieniła się jeszcze bardziej – wygląda na to, że wszystkie pokoje są całkowicie zajęte. Na..naprawdę n..nie wiem jak to się mogło sta..stać, bardzo Państwa przepraszam!
Chyba do obojga nas nie chciało to jakoś dotrzeć. No bo przepraszam, co mamy teraz zrobić? Wyjść o godzinie drugiej nad ranem i szukać innego noclegu? Chyba nie bardzo. Dziewczyna którą o to zapytaliśmy mocno już zirytowani, odpowiedziała:
-Ależ oczywiście że nie! – zastanowiła się nad czymś dość głęboko, po czym jej policzki kolejny raz stały się czerwone. Serio, co jest z tą kobietą?! – A nie mogliby Państwo – mówiła coraz ciszej – położyć się razem?
-COO?! – wykrzyknęliśmy oboje.
-Żartuje Pani?! – szczerze mówiąc, zamurowało mnie lekko. Chłopaka chyba też.
-Wiem, że to dość dziwna sytuacja, ale chyba nic innego nie jestem w stanie w tej chwili zrobić. – Mówiąc to patrzyła cały czas w blat biurka, cudem dało się ją usłyszeć. W końcu podniosła głowę i spojrzała na nas. Zaczęła mówić jakby bardziej profesjonalnie. – Oczywiście zapłaciliby Państwo tylko za jedną osobę i dodatkowo jako rekompensatę śniadanie dostaną Państwo gratis. – Widząc jej błagający wzrok nieco miękło mi serce. Ale, przepraszam, czy ona serio chce, żebym spała w jednym łóżku z obcym facetem?!
-Przecież te łóżka są JEDNOOSOBOWE – zauważył chłopak, wyjątkowo mocno podkreślając słowo „jednoosobowe”.
-Wiem.. – znów jakby zwątpiła we wszystko.
Blondyn skupił wzrok na mnie, a jego spojrzenie wyrażało niewypowiedziane pytanie. Serio, było już późno, chciałam spać. Kiwnęłam prawie niedostrzegalnie głową w górę i w dół. Odwrócił się ponownie do dziewczyny za biurkiem.
-Okey.
-Okey?
-Tak – dodałam tym razem ja.
Dziewczyna wypuściła głośno powietrze, widać, że odetchnęła z ulgą.
-Dziękuję! I przepraszam, bardzo Państwa przepraszam
-Mhm.. – odwróciliśmy się w końcu i ruszyliśmy w kierunku schodów. Ugh, mogliby tu chociaż windę mieć!
-Niewiarygodne – mruknęłam jeszcze na odchodne kiedy dotarło do mnie na co się zgodziłam. Znów w ciszy wchodziliśmy na górę, każde pogrążone we własnych myślach. Szłam o jakieś dwa stopnie przed chłopakiem, kiedy nagle się zachwiałam. Na szczęście złapały mnie czyjeś silne ramiona. Mówiąc dokładniej, ramiona blondyna. Zaczerwieniłam się lekko i wydukałam słowa podziękowania. Chłopak się uśmiechnął. W końcu dotarliśmy do pokoju. Stanęliśmy przed łóżkiem wgapiając się w nie powątpiewająco. ONO BYŁO NAPRAWDĘ MAŁE! Spojrzeliśmy na siebie. Obydwoje nieco skrępowani. Taa, jasne, nieco!
-No to ten.. Wolisz spać od ściany czy od przejścia? – tym razem to blondyn się zaczerwienił.
-Obojętnie – odpowiedziałam cicho patrząc w podłogę. Nigdy do tej pory nie przeżyłam sytuacji, która by spowodowała, że byłabym tak niepewna siebie i spięta jak teraz!
-To jeśli Ci to obojętne, mogę spać od przejścia…? – chyba stwierdził, że skoro mnie o coś prosi, musi się wytłumaczyć, bo ciągnął dalej, podnosząc nieco głowę i patrząc na mnie z nieśmiałym uśmiechem -mam małą traumę z dzieciństwa… zaklinowałem się kiedyś między łóżkiem a ścianą… - zarumienił się jeszcze bardziej, a ja parsknęłam niekontrolowany śmiechem.
-Przepraszam! – dodałam szybko.
-Nie spoko, jest okey, w sumie to chyba rzeczywiście może wyglądać dość śmiesznie kiedy to sobie tak wyobrazić – wyszczerzył się w końcu. Po jego wyznaniu jakby opadło nieco napięcie, atmosfera odrobinę się rozluźniła. Przynajmniej na moment. Żadne z nas nie miało już na nic sił, więc położyliśmy się tak jak staliśmy w ciuchach, bez żadnego przebierania się. Pierwsza wgramoliłam się do łóżka, łapiąc się na tym, że patrzę jak wielka jest szczelina dzieląca je od ściany. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wiedząc, że na szczęście chłopak tego nie widział. Po chwili, znów nieco niepewnie i niezdarnie blondyn dołączył do mnie. TO ŁÓŻKO BYŁO JESZCZE MNIEJSZE NIŻ MAŁE! Skrępowani w końcu ułożyliśmy się obok siebie.
-Przep..raszam – wyjąkał chłopak kiedy przypadkiem położył swoją nogę na moją.
-Nic nie szkodzi – odparłam, ciesząc się, że jest na tyle ciemno, że na pewno nie widzi tego, że moje policzki znów stały się różowe. Bo nie widział tego, prawda? W końcu obydwoje położyliśmy się na plecach, tak, żeby jak najmniej się dotykać, chociaż na tak małej powierzchni nie udało się tego całkowicie uniknąć, więc i tak leżeliśmy ramię przy ramieniu, noga przy nodze. Normalnie chyba nigdy nie zasnęłabym w takich warunkach. Przepraszam, co ja mówię, normalnie nie dopuściłabym do takiej sytuacji. Serio, w życiu nie przeżyłam czegoś podobnego! Teraz byłam już jednak tak wyczerpana, że przestałam zwracać większą uwagę na to co się dzieje. Oczy strasznie mi się kleiły, powieki ciążyły. Usłyszałam jeszcze tylko cicho wypowiedziane słowa:
-Tak w ogóle, jestem Dean
-Cześć Dean – wymamrotałam, po czym zasnęłam.

Śniło mi się, że śpię wtulona w przystojnego blondyna. Zabawne jak realistyczny był ten sen. Nagle jakiś hałas sprawił, że się obudziłam, otwarłam zaspane oczy i zdezorientowana nie wiedziałam co się dzieje. Powoli przesunęłam wzrokiem w każdą możliwą stronę i dotarło do mnie, że NAPRAWDĘ śpię WTULONA w blondyna. Poczułam, że nasze nogi są splecione, głowę miałam opartą na jego klatce piersiowej, podczas gdy jego podbródek opierał się o czubek mojej głowy. Poza tym, byliśmy OBJĘCI! Byłam tym tak zaskoczona, że w ogóle się nie ruszyłam. Poza tym, mimo wszystko nie chciałam obudzić Deana. Tak, pamiętałam jego imię, chociaż jeżeli dobrze kojarzę, sama nie zdążyłam się już przedstawić, bo po prostu zasnęłam. Raz jeszcze, na tyle na ile mogłam nie wykonując gwałtowniejszych ruchów, spojrzałam odrobinę w górę i napotkałam wzrok chłopaka. Nie spał. Oczy miał szeroko otwarte. Może jego również obudził ten sam hałas, myślał jednak że ja nadal śpię i nie chciał mnie zbudzić? Kiedy dotarło do każdego z nas, że drugie już nie śpi, z niemałym zażenowaniem odsunęliśmy się od siebie.
-Przepraszam – powiedzieliśmy dokładnie w tym samym momencie rumieniąc się. Po chwili konsternacji roześmialiśmy się jednak obydwoje. W końcu cała ta sytuacja nie była naszą winą, a to, że spaliśmy wtuleni w siebie.. Przecież nic takiego się nie stało, prawda? Wygramoliliśmy się w końcu z łóżka . Hałas który nas obudził musiał dochodzić z zewnątrz. Okno w pokoju było szeroko otwarte. Postanowiliśmy odświeżyć się nieco, przebrać i zejść na śniadanie. Skoro miała być to nasza rekompensata, dlaczego mielibyśmy nie skorzystać? Wzięliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy po schodach.
-Tylko uważaj żebyś nie spadła.
-Heej! Byłam zmęczona, miałam prawo się potknąć – broniłam się, na co chłopak się uśmiechnął – no i.. raz jeszcze dziękuję, że mi pomogłeś Dean. – Blondyn zrobił nieco zdziwioną minę. Może sam nie pamiętał, że w nocy mi się przedstawił albo nie wierzył że to zapamiętałam – I przepraszam, że do tej pory nie wiesz jak ja mam na imię, ale zasnęłam zanim zdążyłam coś więcej dodać. Pamela. – wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. Uścisnął ją, a mnie przeszył jakiś dziwny prąd.

-Zdecydowanie lepiej schodzić te pięć pięter w dół niż wchodzić na górę! – zaśmiał się Dean kiedy w końcu dotarliśmy do małej restauracyjki należącej do hostelu.
-Jeszcze kilka takich rundek i wbiegalibyśmy po tych schodach! – mieliśmy wyjątkowo dobre humory po całej tej niecodziennej sytuacji. W końcu dostaliśmy nasze śniadanie. Muszę przyznać, że było naprawdę całkiem smaczne. No i pyszny świeży sok pomarańczowy, mmm! Przez cały czas trwania naszego śniadania rozmawialiśmy ze sobą. Kiedy skończyliśmy jeść, ruszyliśmy razem w stronę wyjścia. Na zewnątrz zatrzymaliśmy się na chwilę. Kolejny raz sytuacja stała się trochę niezręczna, sami nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić. Jak się pożegnać.
-No to ten.. Ja idę tam – wskazałam ręką kierunek.
-Ohh.. Ja w przeciwną stronę..
-No to.. cześć..
-Taak.. Cześć.
Uścisnęliśmy sobie ręce i po kilku sekundach wahaniach ruszyliśmy każde w swoją stronę.
-Kretynka, kretynka, kretynka! –uderzyłam się ręką w czoło zła na siebie. Cześć? Na razie? Żegnaj? Super, więcej się nie zobaczymy, bo znam tylko jego imię. Mimo tego, nie zawróciłam, nie pobiegłam za nim. No bo przecież. Gdyby chciał, sam by poprosił o jakiś numer czy coś?


Dean*
-Kretyn, kretyn, kretyn! –Powiedziałem sam do siebie waląc się ręką w głowę.


Kilka godzin później, kiedy załatwiłam już wszystko co chciałam, siedziałam w busie gotowa do drogi powrotnej do domu. Byłam mocno skupiona na próbie rozplątania słuchawek od mp3, co jak zwykle zajmowało mi dużo czasu, kiedy usłyszałam czyjś głos.
-Przepraszam czy to miejsce jest wolne?
-Tak, tak – wymamrotałam wciąż zajęta słuchawkami. Dopiero po chwili, kiedy w końcu się udało i były rozplątane, podniosłam głowę i spojrzałam prosto w magnetyzujące brązowe oczy. Ze zdziwienia chyba aż rozchyliłam usta.
-Dean…
-Pamela.. – wyglądało na to, że chłopak był równie zdziwiony jak ja. W końcu się otrząsnął i zajął miejsce obok mnie. Uśmiechnął się. – Wygląda na to, że jesteśmy na siebie skazani. – odwzajemniłam uśmiech i poczułam jak w brzuchu latają mi motyle. Mnóstwo małych, kolorowych motylków.
Teraz czekało nas co najmniej 5 godzin wspólnej podróży w drodze do domu.

---------------------------------------------------------------------------

blondyn ;) [klik]


piątek, 19 lipca 2013

02. Dean


-Dean! Dean, proszę! Poczekaj!
Z rozmyśleń wyrwały mnie jakieś krzyki. Rozejrzałam się po parku i ujrzałam kawałek przed sobą niską brunetką próbującą dogonić idącego bardzo szybkim krokiem chłopaka o blond włosach.
-Dean, przepraszam! Pozwól mi… - Chłopak zatrzymał się gwałtownie, tak, że dziewczyna omal na niego nie wpadła. Spojrzenie miał zabójcze, a zarazem pełne smutku i bólu.
-Pozwól mi co?! Wyjaśnić?! A co Ty byś chciała wyjaśniać?! Dziękuję za taki prezent z rana w moje urodziny! Nie chcę Cię więcej widzieć, rozumiesz? Zostaw mnie w spokoju! Wracaj do tego swojego mięśniaka! – blondyn energicznie ruszył dalej, w ogóle się za siebie nie oglądając. Było mi trochę głupio, że słyszałam tę kłótnię, no ale przecież znajdowaliśmy się w miejscu publicznym. Minęłam dziewczynę, która najwidoczniej postanowiła jednak odpuścić i powoli, wlokąc nogę za nogą ruszyła w przeciwnym kierunku. Zabawne, mówi się zawsze o solidarności jajników, tymczasem, po tym co usłyszałam, zrobiło mi się jakoś dziwnie szkoda chłopaka. Prezent w urodziny? Wracaj do mięśniaka? Zabrzmiało jak zdrada… Ugh, brzydziłam się oszustwem i zdradą! Spojrzałam przed siebie. Chłopak trochę zwolnił, widocznie zobaczył, że dziewczyna w końcu zawróciła. Nagle coś wypadło z jego kieszeni. Wydawał się tego w ogóle nie zauważyć i szedł dalej. Podbiegłam kawałek i podniosłam zgubę z ziemi. Wyprostowałam się trzymając w ręku telefon.
-Hej! Hej… -zawahałam się na chwilę - Dean!
-Mówiłem, że masz dać mi spokój! – chłopak wydarł się na mnie tak, że aż się trochę przestraszyłam, kiedy zobaczył jednak, że stoi przed nim ktoś zupełnie obcy, zrobiło mu się głupio i zaraz stał się łagodniejszy.
-Ooh.. Przepraszam... Myślałem… Przepraszam.
-Nie szkodzi. Po prostu – wyciągnęłam przed siebie rękę z komórką – chyba to zgubiłeś.
Chłopak pomacał się po kieszeniach i, co było dla mnie oczywiste, telefonu w nich nie znalazł.
-Ojej, rzeczywiście. Dzięki! – Wyciągnął rękę po zgubę przypadkowo dotykając opuszkami palców moją dłoń. Przeszył mnie jakiś dziwny prąd. - Jak miło, że na świecie są jeszcze uczciwi ludzie. – Usłyszawszy z jego ust to zdanie, wypowiedziane niemal szeptem, widząc smutek w jego oczach, mimo, że usta wygięte były w lekkim uśmiechu, wpadł mi do głowy pewien pomysł.
-Hej Dean… - zaczęłam nieśmiało.
-Tak? Ee, chwila, skąd znasz moje imię?  
Zmieszałam się lekko.
-Hmm.. usłyszałam.. no wiesz.. przed chwilą. Ciebie i..
-Oh.
-W każdym razie – uśmiechnęłam się szeroko, żeby odwrócić jego uwagę od tego co wydarzyło się kilka minut temu – chciałam zaprosić Cię na urodzinowe lody! Tu niedaleko jest taka fajna lodziarnia. Mówię Ci, pyszności!
 Dean spojrzał na mnie ze zdziwieniem i z powątpiewaniem, pewnie pomyślał, że jestem co najmniej dziwna, byłam jednak przygotowana na to, że nie od razu się zgodzi, w końcu byłam kompletnie mu obcą osobą, mimo tego postanowiłam nie dać za wygraną.
-No chodź! Urodzinowych prezentów się nie odmawia! 
-No nie wiem… - zrobiłam minę zbitego psiaka, po chwili usłyszałam jak blondyn mówi – no dobra, w sumie jakoś trzeba poprawić sobie humor. A powiem Ci w sekrecie, że uwielbiam lody! – chłopak uśmiechnął się i tym razem uśmiech dotarł również do jego oczu. – Poza tym, w sumie jestem Ci coś winien za ten telefon.
-Taak! - Wyszczerzyłam się w oznace zwycięstwa i podskoczyłam jak małe dziecko. – No to chodźmy!
Dean roześmiał się.
-Dziwna jesteś, wiesz?
-Przewróć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem – uśmiechnęłam się cytując kawałek jednej z ulubionych piosenek – nie idź ścieżką, własną depcz. *
-Taak, naprawdę jesteś dziwna – tym razem roześmialiśmy się oboje. Dean miał naprawdę uroczy uśmiech.
W końcu ruszyliśmy w kierunku lodziarni. Początkowo trochę się bałam, że będzie nieco niezręcznie, jednak na szczęście moje obawy się nie spełniły. Szliśmy rozmawiając o głupotach. Z każdą chwilą mój towarzysz wydawał się bardziej rozluźniony.
-Nie jesteś stąd, prawda? – zapytał mnie nagle Dean.
-Aż tak zły jest mój angielski? Rzeczywiście, mieszkam w Polsce, jestem tu tylko na wakacjach.
-Lubię Polskę! Byłem tam kilka razy. A Twój angielski jest naprawdę dobry! Chodziło mi raczej o akcent. Lubię polski akcent. – Dziwne, nie było to wcale jakimś szczególnym komplementem, a ja natychmiast lekko się zaczerwieniłam. W końcu dotarliśmy na miejsce.
-Ojej, jaki wybór! – przez dłuższą chwilę patrzyliśmy na te wszystkie smaki, próbując się zdecydować co chcemy.
-To jak, firmowy rożek? 4 gałki lodów, śmietana, sos i posypka. Skoro to Twoje urodziny, zaszalejmy trochę! Później będziemy się martwić o bolące brzuchy – zaśmiałam się. Dean ochoczo przytaknął. Wskazaliśmy kolejno sprzedawcy wybrane smaki.
-Ehh, zawsze planuję spróbować jakiegoś nowego smaku i ostatecznie zawsze biorę to samo.
- Ja też! – wykrzyknął radośnie blondyn.
Mimo, że lody były moim pomysłem i to ja zaprosiłam chłopaka, ten nie pozwolił mi zapłacić. Odebraliśmy nasze smakołyki i postanowiliśmy zjeść je w jakimś fajniejszym miejscu. Niemal jednocześnie powiedzieliśmy:
-Znam takie fajne miejsce…
-Niedaleko jest świetne miejsce…
Zadziwiające jak dobrze się rozumieliśmy. Okazało się, że oboje mówimy o nieco ukrytej małej polance znajdującej się w pobliżu. Dotarcie tam nie zajęło nam dużo czasu. Usiedliśmy na leżącym na ziemi dużym pniaku. Przez chwilę jedliśmy w ciszy, którą nagle przerwał Dean.
-Wiesz.. Ta dziewczyna…
-Nie musisz nic mówić jeśli nie chcesz. Naprawdę.
Chłopak podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Chcę. Sam do końca nie wiem dlaczego. W sumie to nawet nie jestem pewien co tu z Tobą robię. Ale cieszę się, że tu jesteśmy. I chcę. Chcę Ci to opowiedzieć. Potrzebuję tego. To znaczy, jeśli Ty chcesz posłuchać– uśmiechnął się znów tym uśmiechem, który nie dochodził do jego brązowych oczu.  Kiwnęłam lekko głową, czując, że lepiej nie wypowiadać teraz żadnych słów na głos. Słuchałam. Słuchałam jak Dean mówił, że byli ze sobą ponad rok. Słuchałam jak opowiadał jak kiedyś wydawało mu się, że ją kocha. Słuchałam kiedy dodał, że od dłuższego czasu coś się psuło. Słuchałam o tym, jak docierało do niego, że to nie jest prawdziwa miłość. Słuchałam jak bał się, nie chciał skrzywdzić dziewczyny, aż w końcu dotarło do niego, że ona nigdy go nie kochała. Słuchałam coraz ciszej wypowiadanych słów. Słuchałam kiedy powiedział, że go zdradziła. Że mimo iż to od dawna nie było to, zabolało. Cholernie zabolało. W dodatku dowiedział się o tym w swoje urodziny. Od zawsze nienawidził oszustwa. A ona bardzo dobrze o tym wiedziała. Złość, smutek, ból, żal. Słuchałam o tych wszystkich uczuciach, które tak nagle z pełną siłą w niego uderzyły. W końcu Dean zamilkł. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Dean…
Ponownie podniósł lekko głowę i spojrzał na mnie, pełnym bólu wzrokiem. Nic więcej nie mówiąc, przytuliłam go. Mocno. Po chwili chłopak wtulił się we mnie jeszcze mocniej, jeśli to w ogóle możliwe. Słowa nie były tu potrzebne. Czułam, że ta odrobina czułości była mu w tym momencie tak cholernie potrzebna. Po dłuższej chwili Dean nieco się ode mnie odsunął.
-Dziękuję – Wyszeptał. Podniósł się z pniaka i złapał mnie za rękę. – Chodź! – Nie pytając o nic ruszyłam za nim. Szliśmy, a blondyn nie puszczał mojej ręki. W tej chwili poczułam się szczęśliwa. Dotarło do mnie, jak również mi brakowało takiej bliskości. Nie, nawet nie chodziło mi w tym momencie o miłość. Raczej rodzącą się przyjaźń. Ścisnęłam mocniej rękę chłopaka i uśmiechnęłam się do niego. Spędziliśmy razem najbliższych kilka godzin spacerując, rozmawiając, Dean zaprowadził mnie w kilka swoich ulubionych miejsc w Londynie. Powoli zachodziło słońce, kiedy przystanęliśmy z wzrokiem utkwionym w tafle jeziora. Nagle coś do mnie dotarło.
-Przecież ja Ci w sumie nie złożyłam w ogóle urodzinowych życzeń! Wszystkiego najlepszego! – rozłożyłam szeroko ręce i okręciłam się wokół własnej osi i chcąc, żeby cały świat albo co najmniej pół Londynu świętowało urodziny Deana, wykrzyknęłam na całe gardło – Wszystkiego najlepszego Dean!
Chłopak się roześmiał, złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Dziwna jesteś, wiesz? – tym razem nie pozwolił mi odpowiedzieć na to stwierdzenie, zamykając mi usta słodkim pocałunkiem.





* http://www.youtube.com/watch?v=WderG_DxTvo